FINAŁ

Moja rozłąka z maratonem trwa już jakiś czas… powinienem powiedzieć trwała.
Ten ostatni wspominam bardzo dobrze. Cieszę się, że ukończyłem go rekordem życiowym, który do dziś wynosi 02:28:36 . Długo na niego pracowałem. Cieszyłem się podwójnie bo z uwagi na moją pracę niczego nie byłem pewny. Treningi wykonywałem bardzo nie regularnie, czasami na dużym zmęczeniu. Do dziś się zastanawiam jak ja wtedy potrafiłem realizować trening spędzając w pracy po 14 h. Dotrwałem jednak bez kontuzji, w bardzo dobrej dyspozycji.
Potem było już gorzej. Pobyt w szpitalu miał być początkiem nowego życia i końcem przygody z bieganiem. Sufit, którego zaczynałem dotykać nagle spadł mi na głowę.
Dałem sobie czas i cierpliwie krok po kroku próbowałem wrócić. Próbowałem i wróciłem.
Uznałem, że aby iść dalej muszę się cofnąć. Zacząłem od początku. Zmieniłem podejście, nastawienie, pracę, otoczenie i środowisko. Chciałem znów być szybki. Zacząłem obiecująco. Lwów półmaraton 01:13:18, wygrana w biegu Sylwestrowym w Poznaniu, Półmaraton w Neapolu 01:12:20, kilka dobrych wyścigów na City Trail, Maniacka Dziesiątka w czasie 32:35.Poznań Półmaraton 1:11:12 Do pełni szczęścia brakowało jednak życiówki. Było przynajmniej światełko w tunelu i z tego należało na pewno się cieszyć. Później długie dystanse zeszły na drugi plan. Pozyskałem nowego partnera sprzętowego. AdRunaLinie dba o to bym na każdym treningu, zawodach a nawet życiu codziennym czuł się komfortowo, wygodnie i aby niczego mi nie brakowało.

Zaprzyjaźniłem się z bieżnią. To etap, który pominąłem wcześniej zaczynając biegać.
Ulica wciąż mnie interesowała ale nie chciałem na razie do niej wracać. Miałem czas i byłem cierpliwy czekając na swoją kolej. To bieżnia pokazała mi co oznacza ciężki i wszechstronny trening. Pozwoliła mi spojrzeć na wszystko inaczej. Udowodniła czym jest piękno sportu.
Młodzież ,,lała’’ mnie często ale nie zawsze  był jednak stały progres, więc i duża radość.
To pokazywało też, że kierunek jaki wraz z trenerem wybrałem był właściwy.
Wychodziłem na prostą i wciąż tęskniłem za maratonem. Czekałem na niego. Czasami jednak jest tak że jak coś idzie dobrze to człowiek staje się mniej czujny a może i nawet trochę chciwy. To spotkało i mnie. Nie ustrzegłem się od błędów. Zazwyczaj w początkowym okresie letnim luzowałem już trening. Później wprowadzenie, obóz i konkretna robota pod jesienne starty. Tym razem byłem na fali wznoszącej i połasiłem się o start. Prosiłem się o sportowego ,,guza‘’ Mistrzostwa Polski w Gdańsku. Dycha w środku lata, w samo południe przy blisko trzydziestostopniowym upale zakończyła się słabym rezultatem. Dodatkowo dużo mnie kosztowała. Zbyt dużo jak na takie, trzeba powiedzieć, słabe bieganie. Sportowa ambicja nie dawała mi spokoju. Chciałem sobie odbić. Półmaraton Praski miał być ukojeniem dla głowy i nagrodą za cały wcześniejszy trud. Kolejna porażka. Tym razem infekcja pokarmowa. Nie ukończyłem biegu. Czułem się podle. Zawiodłem głownie siebie. Prawda jest taka że oba te starty zupełnie nie były mi wtedy potrzebne.
Wreszcie uznałem, że chcę już podjąć decyzję o wzięciu udziału w maratonie. Dałem sobie jednak czas by nie spieszyć się z przygotowaniami. Miałem go dużo i zamierzałem to wykorzystać.

Na początku klasyczne wprowadzenie. Dużo pracy tlenowej, ćwiczeń ogólnych, oraz sprawności. Następnie powolne zwiększanie objętości. Miałem za sobą obóz w Zakopanym. Następnie dwa udane tygodnie w Szklarskiej Porębie. Wszystko się udawało choć lekko nie było. Czułem, że nabrałem mnóstwo pozytywnego nastawienia i zamierzałem to wykorzystać w dalszej części przygotowań.
Maraton darzę szczególnym respektem. Wiele razy obnażał moje słabe strony. Ten miał być szczególny. Takie też musiały być przygotowania. Nawiązałem współpracę z Body Work.
opieką  nade mną podjął się Kuba. Wprawne oko i dobre wyczucie Kuby zaoszczędziło nam wiele czasu. Ruszyliśmy z pracą nad moimi słabymi stronami praktycznie od razu.
To była dla mnie nowa praca. Bałem się, że czas w jakim organizm przyswoi nowe bodźce będzie długi przez co będzie to odbijało się na treningu biegowym.
Wspólnie staraliśmy się dopasować. Gdulaj 🙂 wiedział, że trening biegowy jest istotny i nie zamierzał w niego ingerować, wręcz przeciwnie. Dopasowaliśmy zajęcia do moich potrzeb i możliwości. To przekładało się w pozytywny sposób na treningi o charakterze szybkościowym i siłowym. Transfer tych ćwiczeń (siłowych, koordynacyjnych) był właściwy i przynosił efekty.
W listopadzie planowałem pojechać na obóz klimatyczny. Portugalia, Hiszpania… bez znaczenia gdzie. Ważne, żeby były optymalne warunki i klimat zbliżony do tego w którym miał odbyć się maraton.

 

Po raz kolejny przekonałem się że możliwość korzystania z takich wyjazdów zarezerwowana jest dla zawodowców. Ja do nich nie należę. Brak czasu i środków. Przyjmuje jednak wszystko w pozytywny sposób starając się jakoś załatać tę dziurę. Musiałem jeszcze pogodzić swoje treningi z opieką nad Marcinem Grabińskim na którą zdecydowałem się w tym roku. Mieliśmy za sobą dwa fajne biegi. Biegnij Warszawo oraz Półmaraton w Krakowie. Dla Marcina dobre przetarcia a dla mnie jako przewodnika, środek treningowy. W Listopadzie pobiegliśmy wspaniały maraton w Nowym Jorku. Bardzo się ucieszyłem, że miałem swój mały wkład w nowy rekord życiowy Marcina. Wiedziałem ile to dla niego znaczy i ile kosztowały go całe przygotowania. Przypomniałem sobie też jak to jest biegać Maraton. Co się z nim wiąże i na co trzeba zwrócić uwagę. Chyba najbardziej cieszyłem się z nowych przyjaźni i w odzyskanie wiary w dobrych ludzi, którzy w trudnej sytuacji jakiej się tam znaleźliśmy, wzięli nas pod swój dach. Łukasz, Magda, Artur Dziękuje jeszcze raz !

Szybko wróciłem do siebie, choć mimo wszystko czułem w nogach trud zmagań z wymagającą trasą maratonu nowojorskiego.
Treningi wychodziły mi dobrze. Wszystko szło jak po sznurku. Zdrowie dopisywało, Ewelina (dobry Dietetyk) dbała o moje właściwie wyżywienie i suplementację, za co serdecznie dziękuję. Zima w Polsce nie należy do wybitnie surowych i skrajnych. Przynajmniej w Wielkopolsce. Dzień jest natomiast bardzo krótki. Starając się godzić to z pracą tylko weekendy i rzadko kiedy w tygodniu realizowałem trening za dnia. Plus był taki, że często były to dwie jednostki.
Wszystkie tzw Long Run-y zakończyłem naprawdę udanie. Każdy w zadowalającym tempie. W zasadzie jak teraz analizuje dzienniczek to żadna z trzydziestek nie była ,,przeczłapana’’ Wszystkie, a było ich 4 w tempie 3:36 – 3:45. Zamiast obozu 6 tygodni spędziłem w warunkach sztucznej hipoksji, 6 tygodni w namiocie nie jest niczym łatwym, a po pewnym czasie też przyjemnym. Zaczynając od 1500 a kończąc na 2800 m.n.p.m
Dotkliwe były pierwsze dwa tygodnie. Częstotliwość skurczy serca na samych rozbieganiach wzrosła o około 7-10 odbić na minutę. O dziwo najtrudniej biegało mi się najłatwiejsze treningi. Te wymagające zaś wychodziły znacznie lepiej niż kiedykolwiek. W późniejszym etapie poprawiły się też wyniki krwi, które regularnie co 6 tygodni kontroluję. Te przygotowania były też szczególne biorąc pod uwagę, że dzień startu w maratonie w Dubaju wyznaczono na piątek.

Spotykam się z wieloma osobami. W pracy, na wspólnych treningach PRO366 z zawodnikami i to od nich głównie słyszę, że wyczuwają we mnie optymizm i pewność siebie.
Wyjaśnię.
To co sobie zaplanowałem zrobiłem bez najmniejszego zawahania. Miałem pewną wizję na te przygotowania i udało się ją zrealizować. Dzięki stałej opiece Krzysztofa z Fizjoterapii Biegacza fizycznie czuję się świetnie. Jestem zmotywowany, gotowy na walkę i strasznie się boję. Nie wiem co czeka mnie w trakcie biegu, Wiem jednak po co jadę i że zostawię tam całe swoje serce a jak będzie trzeba to i zdrowie.
Przygotowaniom poświęciłem cały swój wolny czas. Nie tylko swój. Widzę że trener też po swojemu przeżywa te ostatnie chwile. Zależy mu bo napracował się bym dziś właśnie w takim nastawieniu mógł po raz kolejny zmierzyć się z tym piekielnie ciężkim i jednocześnie wspaniałym dystansem. Wszystkim osobą, które w najmniejszym stopniu przyczyniły się bym mógł w piątek 25 stycznia o godzinie 10:00 polskiego czasu stanąć na linii startu maratonu w Dubaju DZIĘKUJĘ! Każda z tych osób na swój sposób doprowadziła mnie na ten bieg. Reszta zadania należy do mnie !