BODYWORK

Trening to nic innego jak doskonalenie własnych umiejętności i dążenie do perfekcji.

Każda dyscyplina niesie za sobą pokłosie nabywania tych właśnie umiejętności.
Kontuzje, przeciążenia i wypalenie psychiczne. To druga strona medalu w drodze po sukces.
Sukces, którego niejednokrotnie  miarą jest sportowy wynik.
W drodze do maratonu zawodnik pokonuje tysiące kilometrów, tysiące tych samych ruchów, niezliczoną ilość błędów. Złe nawyki, przeciążenia czyli kumulacja napięć powoduje, że mimo iż stajemy się szybsi to równocześnie stajemy się mniej sprawni.
Nasze ciało zaczyna się bronić, jest mniej wydajne, nie odpowiada na komendy, które zadaje mu mózg. Okres regeneracji się wydłuża kosztem przystąpienia do kolejnego treningu.
Wystarczy stanąć na trasie dowolnego ulicznego biegu, dystans nie ma znaczenia i przyjrzeć się jak nieefektywnie i ( przepraszam za określenie ) pokracznie docierają za linię mety zawodnicy / amatorzy.
Mówi się, że sport to zdrowie – bywa że zdrowie utracone.
Ja w swoich przygotowaniach szukałem wielu dróg. Dróg, które nie tylko pozwolą mi sięgnąć po upragnione wyniki ale także tych które dadzą mi możliwość efektywniejszego treningu.
Współpraca z BODYWORK,  początkowo była dla mnie jak spacer po rozpalonych węglach. Z pozoru  łatwe i banalne ćwiczenia były dla mnie ogromnym wyzwaniem. Wiedziałem, że mam braki ale nie zdawałem sobie sprawy, że aż tak duże. Pamiętam kiedy Paweł Szorstki wykonał mi testy. Byłem przerażony i zawstydzony.  Początkowe treningi obnażały to tak bardzo, że zacząłem się zastanawiać czy kiedyś będzie lepiej.
Jako dziecko przecież nauczyłem się chodzić, potem biegać. Wydawało mi się że jestem rozwinięty i sprawniejszy. W BODYWORK spędziłem kilkadziesiąt godzin.
Kuba Gdulaj, który odpowiada za moje przygotowania pod kątem motorycznym skrupulatnie przemycał mi poszczególne elementy, wzorce ruchu, które zatraciłem w życiu dorosłego człowieka.
Każde kolejne spotkania wyjawiały moje niedoskonałości.
Dzięki uwagą Kuby zacząłem podchodzić do wielu zadań zupełnie inaczej.
Nagle to co wcześniej nie miało dla mnie większego znaczenia okazało się być czymś co traktowałem jako rezerwę i przepustkę do szybszego biegania. 
Do poprawy było mnóstwo rzeczy. Od siły zaczynając.
Jestem szczupły – przy wzroście 183 cm ważę 67 kg.  No i oprócz tego że jestem szczupły to słaby. Musiałem stać się silny.
Drugą istotną dla mnie sprawą był krok. Był niski, kontakt z podłożem był długi. Miałem, wrażenie że biegnąc ,,siedzę’’ nisko na udach. Czułem tego skutki na wielu biegach. Cały impet przy lądowaniu przyjmowałem na słabe mięśnie dwugłowe uda.
Praca rąk, koordynacja, permanentne napięcie w tylej taśmie,  udowe zginacze stawu kolanowego, małe zakresy ruchu w stopie, brak skoczności, mała elastyczność, duże usztywnienie … cała lista rzeczy do poprawy.
Początkowo uczyłem się poprawnego ruchu przy wykonywaniu poszczególnych zadań. Kuba odpowiednio zaplanował cały cykl.
Czułem, że mogę skupić się na każdym ćwiczeniu. Dzięki temu, że nie zostałem zarzucony wieloma elementami sukcesywnie przesuwałem się do przodu. Robiłem postępy i wykorzystywałem je w trakcie biegu.
Trening siłowy transferował się w szybkość.  Negatywne skutki maratońskiego dystansu przestały być uciążliwe.
Wciąż się uczę, wciąż odkrywam nowe możliwości. Dużo poprawiłem. Do doskonałości jeszcze daleka droga.
Zrobiłem milowy krok, nauczyłem się korzystać z ciała w odpowiedni sposób. Jestem silniejszy, wydajniejszy i bardziej świadomy.