26 dni…


fot: Andrzej Olszanowski

Lubię trenować, nawet jeśli trzeba trenować ciężko. Nigdy nie bałem się ciężkiej pracy, nie unikałem jej bo uznałem ją za ważną i cenną.

Każdy maraton jest inny i przygotowania do niego też, dużo czynników ma na nie wpływ, czas, zaangażowanie, świadomość, możliwości, predyspozycje i wiara w to co się robi i to co chce się wypracować. W

swoim życiu przebiegłem już kilkanaście maratonów. Każdy z nich to oddzielny temat na wpis. Każdy był szczególny i z każdego wyciągnąłem wnioski. Pewnie każdy następny nie uchroni mnie przed popełnianiem błędów, ale zdecydowanie je zminimalizuje. Mówi się, że ten dystans ich nie wybacza. Myślę, że nie wybacza drogi na skróty. Ja z maratonem rozstałem się na ponad dwa lata. 26 kwietnia 2016 roku zmierzyłem się z nim ostatni raz. Kolejny zaplanowałem na ten sam rok. Miał odbyć się w Maladze. Ciało odmówiło współpracy. Podejrzenie: stwardnienie rozsiane – taką diagnozę przekazał mi lekarz prowadzący. Finalnie borelioza. Maraton został odwołany ze względu na największą powódź od blisko 30 lat. Tak miało być ?

Nie wiem. Wiem jednak, że czas który minął nauczył mnie znacznie więcej niż się spodziewałem. Pokazał na kogo mogę liczyć i kto jest ze mną na dobre i złe, że droga jaką od tamtej pory pokonałem była warta tych wszystkich, niejednokrotnie, ciężkich miesięcy. Nie poszedłem na skróty. Celowo wybrałem drogę okrężną.

Dziś mam 33 lata, nie mam presji, ale za to wolną głowę, chęć rywalizacji i duże doświadczenie.

Jak można zauważyć rzadko piszę o tym jak dokładnie trenuje. Na jakich prędkościach, czy np. jak wygląda mój schemat treningu. Dlaczego ? Dziele się z Wami wieloma rzeczami, czasami wpuszczam do domu lub do życia prywatnego. Dla jednych mój trening wyda się ciężki, dla innych słaby a dla jeszcze innych kompletnie niepotrzebny.

W rzeczywistości jest przemyślany, bywa że ryzykowny. Wierzcie mi wiem co robię. Mam wokół siebie osoby, które mi pomagają. Ufam im. Wierzę w trening i chce iść tą właśnie drugą.

Do mojego długo wyczekiwanego startu pozostało 26 dni.

Minął kolejny bardzo ciężki dla mnie tydzień. Wykorzystałem świąteczny okres na większą intensywność. Myślę, że jestem w kulminacyjnym punkcie tych przygotowań jeśli chodzi o poziom trudności treningu. Ma też na to wpływ hipoksja, na którą w tych przygotowaniach się zdecydowałem. Korzystam z klasycznej metody trenuj nisko, wypoczywaj wysoko. W tej chwili jest to wysokość 2500 m.n.p.m.

Dziś mając za sobą 8 jednostek i ponad 100 km w nogach zdecydowałem się na nietypowy sprawdzian. Kontrolowany start w City Trail plus 2 x 5 km. Tempo tych odcinków to prędkości maratońskie. Tego typu trening w pewnym sensie przybliżył mi zachowanie organizmu na zmęczenie. Ciężko stanąć do rywalizacji widząc, że ściganie się będzie miało negatywny wpływ na dalszą część treningu.

Przed Dubajem czeka mnie jeszcze jeden ciężki trening. Później zacznę wypoczywać i podtrzymać organizm w gotowości. Wieczorem czeka mnie jeszcze rozbieganie i tydzień który zaliczam do udanych mogę uznać za zakończony.