12 km biegu…

Tydzień!
Tydzień postanowiłem odpocząć od sieciowego zgiełku. Natłok pocieszających wiadomości jest bardzo krzepiący, ale świadczy głównie o tym jak mały odsetek ludzi mnie zna.
Jak już pisałem na gorąco, w Warszawie zmagania na dystansie półmaratonu zakończyły się dla mnie na 12 km. Na rozgrzewce czułem się świetnie. Czułem, że to może być ten właśnie dzień. Z tym startem wiązałem duże nadzieje. Chciałem zakończyć sezon z nowym rekordem życiowym. Po półmaratonie w Poznaniu wiedziałem ze 1:09 jest w moim zasięgu. Niestety od 8 km borykałem się z bólem w okolicach przepony. Następnie nasilająca się kolka skutecznie zabierała mi szanse na osiągniecie zakładanego rezultatu. Przed 12 km poczułem się bardzo źle. Pojawiły się wymioty. Decyzja o zejściu z trasy w tym momencie wydała mi się słuszna i rozsądna.
Do dziś otrzymuje wiadomości, ( to bardzo miłe ) żebym się nie poddawał, żebym nie przestawał dążyć do celu…
Oczywiście nie tak wyobrażałem sobie ten dzień. Nawet nie brałem pod uwagę opcji, że nie uda mi się dotrzeć do mety. Do samego końca przygotowań dbałem o to co pije, co jem. W tym miejscu dziękuje za opiekę Ewelinie reprezentującą firmę Dobry Dietetyk.
Taki jest jednak sport i porażki są jego częścią. Mam już 33 lata i z każdym kolejnym rokiem coraz mniej szans na dobre bieganie.
Następnego dnia zrobiłem to co robię zawsze od kilku lat. Zasznurowałem buty i ruszyłem na kolejny trening. Cały tydzień solidnie trenowałem bez zmian. We wtorek wizyta w Body Work i trening którego potrzebowałem. Kuba to jedna z niewielu osób, która wie, że pytania są zbędne. Nie drąży, nie pyta. Mojej porażce nie towarzyszy żadne załamanie i rezygnacja z walki. To zwykłe rozczarowanie i sportowa złość.
Naturalnie, że jest mi przykro. Jeśli chodzi o negatywne emocje to tyle.
Motywacji mi nie brak. Zapału również.
W piątek cotygodniowa wizyta w gabinecie Fizjoterapii Biegacza. Kontrola stanu sprawności aparatu ruchu.
Jeśli chodzi o sam trening, nie ustrzegłem się od popełnienia kilku błędów. Co pokazywały mi już poprzednie kontrolne starty. Wtedy jednak takie sygnały błędnie odczytywałem. Na pewno to wydarzenie wzbudziło we mnie jeszcze większego ducha walki. Przede mną długie przygotowania do maratonu. Teraz na nich chciałbym głównie się skupić. Rozpoczyna się też City Trail. Czyli cykl biegów przełajowych, które zajmują szczególne miejsce w moim biegowym kalendarzu. W najbliższym czasie chciałbym też pomoc mojemu koledze Marcinowi Grabińskiemu. Marcin startuje jako osoba niewidoma w kategorii T11. Zgodziłem się zostać jego przewodnikiem.
To bardzo odpowiedzialna i wymagająca rola. Jako przewodnik moja dyspozycja musi być nienaganna. Marcin przede wszystkim legitymuje się wynikiem w maratonie 02:54 co oznacza, że czeka nas dobre bieganie zarówno w ,, Biegnij Warszawo”, jak i w trakcie Półmaratonu w Krakowie.
W listopadzie wystartujemy w trudnym maratonie w Nowym Jorku.
W styczniu czas na mnie czyli maraton Dubaj.